|
Będą dyskwalifikacje. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego zapowiedział, że nie może być sytuacji w której polscy sportowcy będą manfestowali w trakcie olimpiady w Pekinie, swoje przekonania polityczne lub religijne. Zabrania tego bowiem karta olimpijska i jej przepisy w tym względzie są nieubłagane. Każdy łamiący jej postanowienia musi liczyć się z konsekwencjami. Prezes PKOl zastrzegł, że "jeżeli to się będzie działo poza obiektem i poza imprezą olimpijską", to nie będzie miał nic przeciwko temu. - Daję im (sportowcom), mówię to oficjalnie i publicznie, wolną rękę. Każdy człowiek, a tym bardziej sportowiec, jest osobą wolną - zaznaczył. Ostatnio nasiliły się na świecie głosy wzywające do zbojkotowania igrzysk. W Polsce były takowe już w ubiegłym roku.
Takie reakcje są związane z wydarzeniami z początku ubiegłego tygodnia, kiedy to w 49. rocznicę krwawego stłumienia tybetańskiego powstania przeciwko Chinom i ucieczki dalajlamy, mnisi buddyjscy zorganizowali w Lhasie pokojowe marsze. W kolejnych dniach przerodziły się one w największe od 20 lat antychińskie wystąpienie. Protesty przekształciły się w zamieszki. Interweniowała policja i wojsko. Jak wynika z najnowszych doniesień, do tej pory w starciach w Tybecie śmierć poniosło w sumie co najmniej 99 osób. Chińskie władze utrzymują, że zginęło 16 osób.
We wtorek Dalajlama XIV zapowiedział, że ustąpi z funkcji, jeśli przemoc w Tybecie wymknie się spod kontroli. Podkreślił, że nie rozważa kwestii niepodległości Tybetu, natomiast zależy mu na "drodze środka", a więc autonomii kulturowej dla swego kraju. Zaapelował też do swoich rodaków, aby żyli w zgodzie z Chińczykami.
Wszyscy jednak mają nadzieję, że władze Chińskie zmienią swoją politykę w stosunku do własnych obywateli i zaniechają represji oraz prześladowań.
|